Czasem strach przejmuje nad nami kontrole. Nie wiemy, co mamy zrobić. Chcemy się poddać.
Też mam swoje obawy. Jak to się mówi
strach ma wielkie oczy. Jestem dzieckiem. Mam prawo się bać. Jak każde normalne
dziecko, które ma to zrobić...
- Nie chce!- Wykrzyknąłem wtulając się w
poduszkę.
- Michael musisz.
- Chce zostać w domu!- Wykrzyknąłem przez
łzy. Przerażała mnie jedna rzecz. I nie chodzi o Josepha. Przerażało mnie
miejsce, gdzie ludzie są zmuszani do myślenia...SZKOŁA. To prawdziwe
okropieństwo.- Nigdzie nie idę.
- Michael za piętnaście minut zaczyna się rozpoczęcie
roku szkolnego. Musimy iść- powiedziała łagodnie mama siadając na łóżku.
- Nie chce- odparłem wtulając się w poduszkę.-
Boje się.
- Ale czego?
- Nauczycieli, starszych uczniów...Tego
wszystkiego...To psychiatry...Tam wycinają ci wnętrzności.
- kto nagadał ci takich głupot?- Spytała z
uśmiechem.
- Fred.
- Michael.
- Oni tam mordują dzieci...Znęcają się
psychicznie- dodałem, siadając po turecku.- Tito prawda?
- tak...Nauczyciele chodzą z karabinami,
które przykładają ci do głowy, jak czegoś nie umiesz- oświadczył z uśmiechem.
- Tito- jęknęła zrozpaczona mama.- Nie
pogarszaj sytuacji.
- Ale mówię prawdę. Szkoła jest okropna...Czają
się tam takie demony, które nie lubią małych chłopców- dodał. Przełknąłem ślinę.
Szybko schowałem się pod kołdrę, na co mój brat wybuchł śmiechem.
- Z czego się lejesz?- Warknąłem.
- Z tego, że dałeś się nabrać...Jaki mami
synek.
- Zamknij się- wykrzyknąłem przez łzy,
wtulając się w poduszkę. Pójście do szkoły mnie przerażało. Jak mam się
dokształcać, muzycznie, jak tam będę musiał chodzić? Co jeśli Fred ma racje...Co
jeśli zakopią mnie żywcem?
' Ja nie chce umierać!'
- Michael..Nie bój się...Szkoła to bardzo
miłe miejsce- prysnąłem pod nosem.
- Mamo to tchórz...
- Stul dziób- warknąłem rzucając w niego
poduszką.
- Tito przeproś Michaela.
- Sorry...- Zachichotał pod nosem- No
dobra idę z kolegami do szkoły.
- Szkoła nie jest zła Michael- szepnęła
mama, głaszcząc mnie po głowie.
- jest.
- Michael czy kiedykolwiek cię oszukałam?
Zobaczysz...Na początku będzie ciężko, ale potem się przyzwyczaisz.
- Naprawdę?- Pokiwała głową.
- No dobrze- westchnąłem, uśmiechając się
niepewnie. Zszedłem z łóżka.- Jak wyglądam?
- Dobrze...Nie maż się..Duzi chłopcy nie
płaczą.
- No wiem- przewróciłem oczami.- Chodźmy
już..Bo się rozmyślę- mama się zaśmiała.
***
Na początku nie chciałem rozstać się z mamą, ale gdy dowiedziałem
się, ze Fred, Jack i Chris będą ze mną chodzić do klasy, nie byłem już aż tak
przerażony. No Mozę trochę bałem się się tych wielkoludów.
Patrzyli na mnie, a ja czułem się po prostu skrepowany. Najgorszej
było pierwszy tydzień, potem było coraz lepiej. Miałem miłą wychowawczynię,
miłych kolegów w klasie, z którym miałem wiele wspólnego. Przestałem tak
panikować.
Siedziałem z moimi nowymi kolegami, na boisku szkolnym przyglądając
się dziewczyną, które miały WF. Były naprawdę ładne.
- Niezła jest ta- oświadczył Chris palcem wskazując na wysoką
rudowłosą dziewczynę.
- Nigdy na ciebie nie popatrzy geniuszu- dodałem z uśmiechem.- Ta
jest piękna...Hej...
- To
ta dziewczyna z parku- wtrącił jack. Popatrzyliśmy na siebie z uśmiechem.
-
Ona tu idzie- wtrącił Fred. Susie mnie zauważyła i uśmiechnęła się
promieniście.
-
Cześć misiu- pocałowała mnie w policzek, na co uśmiechnąłem się dumnie, czując
na sobie spojrzenia chłopaków, ze starszych klas.
-
Cześć Sue, co słychać?
-
Okej...Cieszę się, ze cię tu widzę. Będziesz tu chodził do szkoły.
- Na
to wychodzi...A wy jak się nazywacie?- Spojrzała na moich towarzyszów, który
nagle zapomnieli jak się mówi.
- To
Fred, To Chris a To Jack...Onieśmielasz ich- Jack dźgnął mnie łokciem- No, co?
Fakty..
-
Słodki jesteś.
-
Masz faceta?- Zapytał Chris. Okej cofam to...żadna kobieta nie onieśmieli
Chrisa tak by zapomniał jak się gada.
-
Tak mam..Nazywa się Robert tam siedzi- wskazała chłopaka, który wczoraj
przypadkiem ' popchnął' mnie na schodach.
-
Ta...Twój facet wczoraj popchnął Michaela na schodach- spojrzałem z wyrzutem na
Freda- Nie patrz tak na mnie.
- To
prawda Mike?
-
Nie Sue, on...Coś mu się przewidziało to nie on.
-
Ale.
-
Cicho!- Warknąłem.
-
Michael masz powiedzieć mi prawdę- powiedziała surowo Sue.
- No
to prawda- Sue zerwała się . Wstałem i pobiegłem za nią.- A ty, dokąd?
-
Rozkazać, by cie przeprosił.
-
Sue przestań- rozkazałem.- Nie chce tych przeprosin...To był przypadek..Z
resztą przeprosił mnie- okłamałem ją. Nie chciałem być znany, jako
skarżypyta.
- Na
pewno?- Pokiwałem głową.
-, Ale co kol wiek
się będzie działo masz mi mówić.
- Dobrze
mamusiu...Jermaine- wykrzyknąłem widząc mojego brata. Spojrzał na mnie i z
uśmiechem do mnie podszedł.
- ten dekiel to
twój brat.
- Niestety-
Jermaine dał mi sójkę w bok.
- Michael musimy
iść...Próby- wciągnąłem powietrze, po czym spojrzałem przepraszająco na Sue.
- Przepraszam.
Musze iść...Sama rozumiesz...Próby...- Pobiegłem po mój plecak, po czym
wróciłem do Jermaine'a.- Jestem gotowy./
- Idziemy...
***
- Jeszcze raz... Marlon źle!- Warknął Joseph patrząc surowo na
mojego brata- Michael pokaż mu- wykonałem obrót, po czym złapałem za mikrofon.-
Co jest w tym trudnego.
- Staram się.
- Mam cię dość...Psujesz każdą próbę..Zacznij się starać.
- Staram się i ćwiczę.
- To ćwicz więcej! I nie pyskuj jeszcze raz- dodał. Westchnąłem,
po czym zacząłem śpiewać. Oczywiście po raz kolejny Marlon nie dał sobie rady.-
Mam tego dość..Podejdź tu- mój brat niepewnie podszedł. Odwróciłem głowę. Nie
chciałem na to patrzeć. To mnie za bardzo przerażało. Zacisnąłem powieki. Znów
usłyszałem płacz mojego brata. Pomimo iż słyszę go kilka razy dziennie, i tak
chce mi się płakać. Dlaczego on nam to robi? Dlaczego wszystko robi za pomocą
pasa? Rozumiem chce byśmy byli najlepsi...Ale to boli..Nie chodzi nawet o ból
fizyczny...A raczej o ból psychiczny...Tamten ślad zostaje ci na zawsze...
- Joseph przestań- powiedziałem nieśmiało.- Pouczę go...Ile
będzie trzeba...Aż będzie dobry...Proszę...
- Ale jeśli jutro nie będzie umiał zostanie na zawsze nauczkę i ty
także- dodał, a ja popatrzyłem na chłopaków, po czym głośno westchnąłem.-
Pojutrze jest konkurs. Macie być najlepsi...Chodży się paliło, choćby
waliło...Show ma trwać rozumiecie?- Pokiwaliśmy głowami.
- Marlon jeszcze raz- powiedziałem ostaniem sił. Czułem się
wykończony. Zbliżała się późna godzina nocna, a my nadal ćwiczyliśmy. Szkoła,
próby, występy...To za wiele..Westchnąłem siadając na kanapie.
- Przepraszam.
- Za co?
- Nic mi się nie udaje i ciągle coś spieprzę.
- Nawet tak nie mów.
- Nie dam rady.
- Zaraz nakopie ci do tyłka- zaśmiał się- Dasz radę..Jesteś moim
bratem?- Pokiwał głowę- Więc no właśnie, pomogę ci...Choćbyśmy mieli ćwiczyć
całą noc rozumiesz?- Kiwnął głową- Zawsze ci pomogę...Pamiętaj o tym-
uśmiechnął się nieśmiało- Chwila przerwy..Idź do chłopaków- pokiwał głową i
poszedł a ja głośno westchnąłem opadając na łóżko.
- ty mój dzielny chłopcze- podniosłem się i zobaczyłem mamę.- Powinieneś
spać..Jutro szkoła.
- Muszę pouczyć Marlona.
- Michael musisz wstać do szkoły...Nie przesadzaj- machnąłem ręką-
Jeszcze raz machniesz ręką a się zdenerwuje.
- Ty i zdenerwowanie? To nie możliwe- mama uśmiechnęła się siadając
obok mnie.
- Powiedź...Czy ty kiedykolwiek się podajesz?- Pokręciłem głowę.
- Chce byś była ze mnie dumna.
- I jestem...Za to, jaki jesteś...Dla mnie nie ma znaczenia, kim
będziesz.
- Nawet jak będę ćpunem?
- Nawet tak nie myśl- poczochrała mnie po włosach.- A nawet jakby
się tak zdarzyło pomogę ci.
- Kocham cię... A teraz...Idę w kimę.
- I dobrze zrobisz- oświadczyła z uśmiechem.
***
- Pierwsze miejsce zajmuje...- Wstrzymałem oddech z resztą moi
bracia też. Popatrzyłem na Josepha. Nie wyglądał ani na zmartwionego, ani na
radosnego.
' Czyli norma'
Przełknąłem ślinę.
' Mów...Chce wiedzieć'
- The Jacksons!- Wykrzyknął do mikrofonu. Podskoczyłem z radości rzucając
się Jermaine'owi na szyję. Byliśmy w wniebowzięci...
- Mówiłem wam, ze, jeśli wszystko zrobicie dobrze, nie obejdziecie
się bez nagrody- oświadczył Joseph uśmiechając się, zerkając na puchar, który
zapieliśmy pasami ' dla bezpieczeństwa'- Powariowaliście.
- Mozę i tak...Ale opłaca się tak wariować...To było coś.
- Za niedługo pojedziemy do Nowego Jorku.
- Co z Chicago?- Spytałem zaskoczony.
- Nie możemy ciągle grać...
- Ale to znaczy, ze klub Mr. Lucky będzie konieczny?- Pokiwał
głową.
- Wyjazdy są kosztowne...Musimy na nie mieć- westchnąłem opierając
się o rękę. Od jakiegoś czasu ciągle jeździmy. Ja i bracia jesteśmy" dom,
szkoła, próby, konkursy a wyjazdy. Na weekendy praktycznie nie ma nas w domu.
Nie powiem. Ciężko jest, ale się opłaca.
- Michael, czemu tak nagle zamilkłeś?- Spytał Jermaine.
- Mama powiedziała mi takie powiedzenie:
Mowa jest srebrem a milczenie złotem...Więc przystosuj się.
- Zawsze nawijasz jak najęty..Co się dziś stało?
- Jestem po ludzku zmęczony...I się obawiam- ściszyłem głos.
Owszem graliśmy kilka razy w klubach ze striptizem, ale dla dziecka w moim
wieku to nie jest za dobre miejsce...Mama ciągle narzeka..W końcu to rzeczy,
jakie powinienem poznać później. Do tego chodzę do świątyni.
- Jesteśmy- odparł Joseph gasząc silnik. Zmarszczyłem czoło
widząc, jakąś dziewczynę koło domku na przeciw mojego.. Był on pusty od trzech
lat.
- Ktoś miał się koło nas wprowadzić?
- Tak Robinsowie- oświadczył Joseph./ Odpiąłem pas, po czym
wysiadłem. Dziewczyna popatrzyła na mnie, po czym weszła do środka domu.
Popatrzyłem na chłopaków. Wzruszyli ramionami. Wróciliśmy do domu, po czym
padliśmy na łóżka. Byliśmy zmęczeni całym dniem.
***
Siedziałem z Fredem w ławce, gdy do klasy weszła wychowawczyni z
niską dziewczyną. Od razu ją rozpoznałem.
- Kto to?- Zagadnął Chris.
- Ja ją znam- wtrąciłem szeptem- Wprowadziła się na przeciw mnie.
- Na serio?- Pokiwałem głową.
- Chciałam wam przedstawić waszą nową koleżankę...Ginny Robinson-
powiedziała nasza wychowawczyni z uśmiechem. Dziewczyna uśmiechnęła się
niepewnie.- Proszę Ginny usiądź z Jack'iem- dodała z uśmiechem. Dziewczyna przełknęła
ślinę, po czym podeszła do ławki mojego przyjaciela. Usiadła na krześle i wyciągnęła
książki.
- Cześć- wtrąciłem niepewnie.
- Cześć...Od dawna tu chodzisz?
- Od początku roku...I wcale tu nie mordują dzieci- zaśmiała się.-
Nie martw się..Wszystko będzie okej.
- Dzięki..Ty mieszkasz na przeciw mnie?- Pokiwałem głową- Masz na
nazwisko Jackson?- Skinąłem głową- Byłam na waszym występie gdzie śpiewaliście
' My Girl' dałeś czadu.
- To nic takiego.
- Zawsze jesteś taki skromny?
- A ty zawsze taka rozgadana?- Dziewczyna speszyła Się i odwróciła
a chłopaki się zaśmiali.- Mi to osobiście nie przeszkadza...Dogadamy się. Uśmiechnęła
się.
- Dobrze zaczynamy lekcje...
Ginny wyrwała kartkę, cos na niej napisała, po czym mi ją podała.
' Pogadamy po szkole?'
' Pewnie...Mogę cię odprowadzić'
Tak by pani nie zauważyła podałem jej karteczkę. Przeczytała to i z
uśmiechem wyszeptała:
- W takim razie ja odprowadzę ciebie...
***
Mój największy koszmar się spełniał. Niemalże każdego wieczoru
musieliśmy brać udział w występach w klubach. Śpiewaliśmy między grajkami
na harmonijkach, ludźmi, którzy kochali alkohol a i między striptizerkami. M:
In Mr. Lucky. Właśnie o to najczęściej mama i tata się, kłócili. Co nie jest
dla mnie miłe. Bo mama zawsze płacze. Ale były też plusy, nagraliśmy własną
piosenkę. Big Boy...Wszyscy koledzy w szkole mi zazdrościli...Jednak to nie
oznaczało końca prób.
- Jeszcze raz od początku- powtarzał Joe, stojąc przed nami
i sprawdzając czy wszystko jest okay. Powtórzyliśmy ze siódmy raz i ….
- Michael mówię ci do jasnej cholery weź się w garść- krzyknął na
mnie.
- Staram się!- Powiedziałem z żalem.
-to bardziej się staraj- powiedział oschle.- Jeszcze raz.
- Ale Joe ćwiczymy już pół dnia- powiedział niezadowolony
Jermaine.
- Trening czyni mistrza- odparł z złośliwie.
-, Ale……..
- Dobra chłopaki, ćwiczymy- wziąłem się w garść.
- Albo wiecie, co chodźcie, Michael ty ćwicz- powiedział celując
we mnie palcem. Chłopaki wysłali mi współczujące spojrzenie, ale grzecznie
poszli za tata Joem.
Dlaczego Ja? Co ja mu takiego zrobiłem? Hm mm zawsze byłem
posłuszny a on, co? Tylko mną rządzi, no, ale dzięki niemu jestem kimś no będę
kimś. Zawsze jak staje przed mikrofonem to sobie wyobrażam, że jestem wielkim
King Of Pop i znam cudowna Dianę Ross, oo. jak chciałbym ją poznać….. Michael!
Stop- upomniałem się w myślach. Chwyciłem swój kapelusz, wykonałem szybki obrót
chwyciłem mikrofon a z moich ust wypłynęły słowa Who’s Loving You.
- Ty nadal ćwiczysz?- Spytał Jermaine rozkładając się na kanapie.
- No raczej- powiedziałem z ironią- Gdzie reszta?
- Chłopaki grają w siatkówkę, a Joe gdzieś pojechał- powiedział
zażerając się pączkiem.
-Mike ubieraj się- krzyknęła moja mama.
- Czemu?- Spytałem pacząc na nią z otwartymi oczyma.
- Idziemy do świątyni- oznajmiła. No tak. Szybko ubrałem się w
czarne dżinsy, podkoszulek, koszulę w kratkę no i oczywiście mój kapelusz.
Zaczekaliśmy jeszcze na Toyę i wyszliśmy.
***
- Gdzie Michael!- Krzyknął Joe od progu.
- Tu jestem- oznajmiłem.
- Mam pomysł na występ- powiedział z entuzjazmem.
Szybko pobiegłem” do salonu” i nasłuchiwałem.
- Byłem w Chicago i widziałem grupę The Famous- mówił
podekscytowany.
- A co to ma z nami wspólnego- spytał Tito.
- Mam pomysł, na wasz występ Michael będzie miał fioletowy
kapelusik, będzie miał taką brązowa kamizelkę, a pod tym koszulę w kratkę, i..-
Powiedział spoglądając na mnie- zatańczy jak James Brown, co wy na to?
- Takkkkkk! – Krzyknąłem szczęśliwy.
- Joseph możemy porozmawiać?- W salonie pojawiła się mama.
-Tak, chłopaki przygotujcie się do próby.
Dobrze wiedziałem, że to nie ładnie podsłuchiwać, ale jestem taki
ciekawski, że nic na to nie poradzę. Po cichutku podszedłem do uchylonych drzwi
słuchając.
- Joe Mike ma 7 lat a w sierpniu będzie miał 8, a ty każesz mu
ćwiczyć dzień i noc- powiedziała wkurzona.
- Chce być sławny to musi ćwiczyć- powiedział bawiąc się widelcem.
- Joseph ty do jasnej cholery każesz mu oglądać striptizerki-
wydarła się pierwszy raz w życiu.
- Kiedyś i tak to zobaczy- powiedział lekceważąco.
- Czy musisz tak wszystko lekceważyć, może i zobaczy, ale jako
dorosły nie, jako dziecko- powiedziała załamana postawa taty.
- Kate, Kate, Kate odpuść okay-odparł dotykając jej policzka-
Chłopaki wracamy do próby- krzyknął oderwałem się od drzwi jak torpeda.
Pobiegłem do mikrofonu udając, ze wszystko ok.
- Coś przeskrobał?- Szepnął Jermaine.
- Nic- powiedziałem głosem małego grzecznego chłopczyka.
- Chłopacy chciałbym wam powiedzieć... że..Pewna osoba widziała
was występ a po przesłuchaniu piosenki Big Boy..
- Joseph do rzeczy...
- Jesteście zaproszeni do wystąpienia w Telewizji...
Cześć. I jak podobała wam się notka..bo mi nie za bardzo..nie jest najlepsza, ale trudno, ale pomysł na nią mam od Julki..mojej przyjaciółki.
No nic jutro powinna się pojawić kolejna, ale nic nie obiecuje.
A jak u was w szkole? Też nie dają wam żyć?
No nic.
Przepraszam za błędy.
Pozdrawiam :)

Hejka!
OdpowiedzUsuńNotka cudna. Początek mnie załamał. Majk bojący się iść do szkoły bo tam są 'psychiatry' XD. Kocham. ♥ Ogólnie Michael miał dobre podejście do nauki Franka 'Tysona' zawsze namawiał do nauki.
Ym. Joseph przesadza, ale to w końcu Joseph Jego system jest zaburzony.
Kurde *.*. Kariera sie rozwija, a ja chce już ten szczyt sławy i lata 70.
Czekam z niecierpliwością na nexta. Życze dużo weny i pozdrawiam Zdechloku, Marysia :)