Moje ' przesłuchanie' do zespołu moich braci, przeszło pomyślnie. Owszem denerwowałem się, ale dałem jakoś radę. I pomimo iż dwa razy się pomyliłem Joseph mnie nie zlał. Jej...Cud się wydarzył.
Mogę powiedzieć to szczerze. Jestem
przeszczęśliwy. Moje marzenia zaczynają się spełniać. Wiem, ze damy radę, ale
musimy trzymać się razem...Tyle, że gdy zaczynaliśmy próby...Nie spodziewałem
się, że te treningi będą aż tak męczące. Jestem wykończony fizycznie i
psychicznie. Ciągle próby, próby i jeszcze raz próby. Chciałem poprosić Josepha
o jeden dzień ' przerwy’, ale po tym jak zobaczyłem jak zlał Marlona-zmieniłem
zdanie. Gdy patrzył na mnie tym srogim wzrokiem, trzymając pas w ręku
zaczynałem panikować. Serce bilo mi z zdwojoną prędkością, robiło się duszno, i
chciało mi się wymiotować. Sam jego wzrok przeraża. Ale czego się nie robi by
spełnić swoje marzenia, co nie?
Codziennie przed próbami modlę się by czegoś
nie sknocić. I tak przynajmniej dwa razy w dniu dostaje takie lanie, że nie
umiem usiąść.
Ale po mimo wszystkiego cieszę, się, ze
jestem w zespole. Muzyka- cały mój świat. Obiecałem sobie, ze w przyszłości
będę się tym zajmował na poważnie, i pokarzę tym wszystkim naszym sąsiadom, ze
umiem osiągnąć sukces... A jak już o tym mowa.
Przed wczoraj Jackie nieźle nas
wystraszył, wracając do domu po meczu koszykówki cały pobity. Gdy otworzyłem mu
drzwi i zobaczyłem go zakrwawionego zacząłem wrzeszczeć, żeby nie umierał, z
czego mi teraz trochę wstyd.
Jak się okazało, jakaś grupa ' sąsiadów'
go pobiła, bo nieźle im dogadał...Ta...Nasi sąsiedzi nie wierzą, ze możemy do
czegoś dojść...Rzucają w nasze okna kamieniami wrzeszcząc, ze i tak do niczego
nie dojdziemy...Nie no dzięki...Nie ma to, jak wsparcie. Oni są po prostu nie
do wytrzymania.
Ale niech sobie myślą, co chcą. I tak
spełnię swoje marzenie, a oni będą siedzieć na bezrobociu. Proszę bardzo.
- Będzie się działo- rzucił wesoło
Jermaine, gdy po próbie szykowałyśmy się do pójścia spać. Usiadłem po turecku
na łóżku.
- Nie jestem zbytnio przekonany do tego
pomysłu Jermaine- westchnąłem- Okej to, ze zaczniemy występować, w konkursach
amatorskich to jedno, a branie w barach ze striptizem to całkiem inna bajka...Ja
tam nie pasuje.
- Każda gwiazda tak zaczyna.
- Grając po barach ze striptizem? Pierwsze
słyszę...James Brown tak nie zaczynał.
- Michael wiem, ze chcesz być taki jak
on...Ale nie obiecuj sobie, za dużo- przewróciłem oczami- Okej masz talent...Ale
to nie wystarcza. Myślisz, ze będziesz królem?

- tak i udowodnię to wam wszystkim!
- Młody nie obrażaj się- dodał, gdy
położyłem się i przykryłem kołdrą po same uszy.
- Spać mi się chce.
- Mike?
- Czego?
- Pogadaj ze mną- poprosił.
- Nie chce mi się- ziewnąłem, wtulając się
w poduszkę.
- To, chociaż odpowiadaj na moje pytania..
- Hymn dobra.
- Jak się czujesz?
- Pomidor.
- Wierzysz, ze staniemy się kimś?
- Pomidor.
-, Na co masz ochotę?
- Pomidor.
- Śpisz?
- Brukselka- śmiałem się w poduszkę jak
wariat. Nie no ja wiem jak kogoś wyprowadzić z równowagi.
- Jaki kolor jest mi do twarzy?
- Męski różżż! - Wybuchłem śmiechem.
Jermaine wziął poduszkę i zaczął mnie nią tłuc- No, co bardzo lubię ten
kolor...Taki dopasowany...Ach...Przestań...Mamo! Napad padalców!- Wykrzyknąłem-
zrywając się z łóżka i biegnąć do kuchni.
- Zabiję cię lilipucie- zatrzymałem się,
po czym popatrzyłem na niego groźnie.
- Jak tyś mnie nazwał?
- LILIPUT!- Wziąłem chochelkę, Jermaine
przełknął ślinę- Ewakuacja!
- Chłopcy, co wy robicie?- Spytała mama
jak po chwili, zauważyła nas biegających po kuchni. Ja z metalową chochlą a on
z deską.- Powaliło was już całkiem.
- Nazwał mnie liliputem- poskarżyłem się.
- Chłopcy idźcie spać.- Powiedziała.
- Chciałem iść spać, ale on mi nie
pozwolił- oświadczyłem siadając na krześle.
- Jermaine?- Popatrzyła na niego.
- A on mi głupio odpowiadał. Pytam się go
coś a on..
- Srutututu.
- A nie mówiłem.
- Michael, czemu..-Zaczęła mama, lecz
wykrzyknąłem z uśmiechem.
- kalafior...Hej mam smaka na ogórki.
- Kobieta w ciąży. Powiedz, który to
miesiąc- walnąłem Jermaine chochelką w ramie- Auuć.
- zasłużyłeś padalcu!
- Ja tylko mówię...No dobra...Kobiet w
ciąży się nie denerwuje.
- Zaraz naprawdę nie wytrzymam i jak cię
przełożę przez kolano pożałujesz- oświadczyłem biorąc jedno ciasteczko z tacki.
- Już to widzę.
- Chcesz z paska w tyłek?
- Chłopcy- wtrąciła rozbawiona mama,
kręcąc głową- Idźcie spać...
- Masz nas dość.
- Wiedziałem...E tam jeszcze trochę się z
nami pomęczysz...Ja przynajmniej do trzydziestki będę z Toba mieszkał.
- Dzięki...Miło to słyszeć.
- Ale popatrz ten większy debil wyleci an
zbity pyszczek.
- Jak ja ci dam..Ty mała surytatko.
- Zamknij się jaszczurze.
- Robal.
- Karaluch.
- Pijawka.
- Padalec..

- Głupek.
- Cymbał!
- Chłopcy idźcie spać, jutro macie próby.
- Jak codziennie- oświadczył Jermaine siadając
koło mnie i biorąc ciastko do ręki.- Czasem mnie to męczy.
- Wolę próby niż twoje jęczenie po
nocach...typu ' Mery Lou ty gorąca kobito...Uwielbiam cię'
- Masz coś do powiedzenia Jermaine?- Mama popatrzyła
na niego surowo.
- dzięki za wkopanie mały.
- Duży.
- Chudy.
- Gruby.
- Pawian.
- Glizda...Taka obślizgła...blee..
- Chłopcy do łóżek- rozkazała mama.
- Czemu?- Mama westchnęła, a ja zacząłem
chichotać.
- Bo nie ma dżemu- powiedziała zirytowana.
- To my z Jermainem pójdziemy, co nie?- Mój
brat skinął głową szczerząc się szeroko.
- Wypad do łóżek- rozkazała. Niechętnie
wstaliśmy, kiedy do kuchni wszedł wkurzony Joseph.
- Co tu robicie. Marsz do łóżek.
- My tylko- zacząłem.
- Do łóżek- warknął. Przełknąłem ślinę i
pokiwałem nerwowo głową. Wraz z Jermainem biegiem pobiegliśmy do swoich łóżek.
- Bałem się, ze nas zleje.
- Bo zlałby nas...Gdyby tam mamy nie było-
wtrąciłem smutno, patrząc w okno.
- Możecie się zamknąć? Spać mi się chce?- Warknął
Jackie.
- E tam, po co spać?
- Bo noc jest do spania- wtrącił Marlon.
- E tam...My z Jermainem jesteśmy
niezniszczalni.
- Raczej nadpobudliwi- wtrącił Tito przecierając
oczy- Weźcie sobie coś na uspokojenie.
- Zamknięcie te swoje paszcze?- Warknęła
La Toya, poprawiając włosy.- Wkurzacie mnie...Jutro mam się spotkać z Addi, a
ty wy...agggr...
- Przymknij się- wtrącił wesoło Marlon.
- Zbadaj się.
- Przymkniecie jadaczki?- Spytała wesoło
Rebbie.
- Gasimy światełko dzieciaczki...I idziemy
lulu- oświadczyłem wyłączając światło.

- Tak ciemno się zrobiło.
- jest noc.
- Zamkniecie się wreszcie?- Spytała
zirytowana La Toya- Nie będę wyspana.
- Możesz spać, w salonie na kanapie-
wtrącił Jermaine.- My się nie obrazimy.
- Co za dekle.
Przewróciłem oczami, zakrywając uszy
poduszką.
- Dobranocka dawno temu się skończył- wtrąciłem.
- No właśnie, więc idź spać.
- próbuje, ale swoim marudzeniem mi w tym
przeszkadzasz- popatrzyłem wkurzony na La Toyę. Nagle światło się oświeciło i
w progu stanął Joseph.
- Pójdziecie do jasnej cholery spać?
Wszyscy jak jeden mąż pokiwaliśmy głowami.
- nie chce was słyszeć- dodał zgasił
światło i wyszedł. Westchnąłem, zamknąłem oczy, po czym starałem się zasnąć. Na
szczęście sen przyszedł po kilku minutach.
**
Czas mija nie ubłaganie. Tato uznał, że muzyczne zainteresowanie
rodziny zasługuje na poważne potraktowanie. Nim się obejrzałem był grudzień, a
my mieliśmy za sobą udziały w trzech konkursach amatorskich. Ciężko
ćwiczyliśmy, a Joseph spędzał z nami masę czasu, przez co zaczął zaniedbywać
trochę swój zespół The Falcons. Albo ćwiczyliśmy kroki i słowa albo siadaliśmy
wszyscy razem w salonie, a tat...A Joe dawał nam wskazówki i uczył techniki gry
na gitarze . Nasz dom rozbrzmiewał muzyką. Ostatnio na próbie była u nas
babcia, która tak nas zachwalała, że co chwila się zawstydzaliśmy. No, ale nic.
Siedzieliśmy właśnie, na dworze. Chłopacy lepili bałwana, a mi
było tak zimno, że trząsłem się z zimna. Uśmiechnąłem się widząc, jak bałwan,
którego postanowiliśmy nazwać ' George' stoi już cały...Nie..Nie cały.
- Zaraz wracam- rzuciłem z uśmiechem wchodząc do domu- Mamo.
- Tak Michael.
- Dałabyś mi jedną marchewkę...George musi mieć jakiś nos.
- George?
- Nasz bałwanek- wyjaśniłem z uśmiechem. Podała mi jedną
marchewkę kręcąc rozbawiona głową. Wybiegłem na dwór, - Mam marchewkę- podałem
ja Marlonowi.
- No i teraz mamy naszego Georga całego i zdrowego- oświadczył
chichocząc.- Wiecie, co sobie przypominam? Jak Joseph kupił gitarę Tito i my zaczęliśmy
wymyślać, dla niej imiona.
- ta...
Siedzieliśmy przy stole, przeglądając komiksy. Spojrzałem przez
okno. Robiło się coraz to ciemniej. A Josepha nie było. Po minie mamy mogłem
się domyślić, ze się nie póki, i że jest zła.
- Współczuje ojcu. Dostanie reprymendę- szepnął Tito.
Usłyszeliśmy odgłos silnika, co znaczyło, ze tata wrócił. Mama stanęła
z założonymi na klatce piersiowej rękami, a my z uśmiechem czekaliśmy na jej reprymendę
dla ojca.
Gdy drzwi się otworzyły a tato wetknął głowę przez szparę,
zobaczyliśmy na jego twarzy szatański uśmieszek. Wszedł do środka.
- Gdzieś był?
- Może reprymendę zostawisz na później a teraz będziemy podziwiać.
- Niby, co mamy podziw...Wielkie nieba- westchnęła, gdy tato za
pleców wyjął czerwoną lśniącą gitarę. Byłą przepiękna.
- Jaka ona piękna- wykrzyknęliśmy.
- jest cudowna.
- Cieszy mnie to... A teraz właścicielem gitary jest Tito.
- To dla mnie?
- Dla ciebie...Ale masz ją udostępniać każdemu, kto cię o to
poprosi, ale nie masz brać jej do szkoły!
- Dobrze..Jest piękna.
- Teraz należy jej nadąć imię, co Tito? To będzie twoja ukochana-
odparł Jermaine. Tito przewrócił oczami.
- O nazwiemy ja Rosie- wtrąciłem wesoło.
Z wspomnień, ocuciło mnie uderzenie w ramię. Potrząsałem głową i
dopiero po chwili dotarło do mnie, ze chłopacy, śmieją się jak idioci, robiąc
kolejne śnieżki by we mnie rzucić. Zrobiłem śnieżkę i rzuciłem w Jermaine'a po czym
wykrzyknąłem:
- Śnieżna Wojna!
"Mimo, że droga życia jest trudna
Raz są wzloty, a raz upadki
Jesteśmy jednością i wszystkim
Jeśli będziemy się trzymać razem
Możemy dokonać wszystkiego"
Hej. No i jest kolejna. Wczoraj napisałem aż siedem rozdziałów. Tyle, że tak planuje...pierwsza część ( I'll Be There) będzie miała 10 części z czego ostatnia będzie podzielona na dwa rozdziały+ epilog, a potem idziemy do następnego rozdziału ' I Wanna Be Where You Are' Em wspominałem na początku, ze dziewczyna o imieniu Kate odmieni życie Michaela, lecz zmieniłem zdanie. Owszem, ona powróci do opowiadania, ale mam trochę inny zamiar co do odmienienia życia Michaela.
No nic..
Przepraszam za błędy.
Pozdrawiam
Mike
Przybywam i komentuję :)
OdpowiedzUsuńTo żeś pan zaszałał z tą wczorajszą produkcją, panie Zdechlak. 7 notek? Ja na tyle potrzebuję miesiąca XD Ale nieważne. Maila masz. :D A ja przechodzę do notki.
Świetna notka, tylko kolejny raz muszę napomknąć... Trochę zbyt poważny słownik dla sześciolatka. Piszesz pierwszoosobowo, wiem, że ciężko jest pisać oczami dziecka, ale Mike jest troszkę zbyt dojrzały na swój wiek. To tylko taka uwaga na przyszłość, mi osobiście to nie przeszkadza, więc nie przejmuj się tym za bardzo :) Ale ja już tak mam, uwielbiam się czepiać. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe.
Jak już mówiłam notka genialna jak zwykle, wrzucaj częściej nowe, skoro tyle napisałeś. (Wciąż nie wiem jak tego dokonałeś, serio.). Fajnie przedstawiasz tu Josepha w stosunku do chłopaków. To faktycznie jest bardzo realistycznie opisane. I ach, ta gitara <3 Cieszę się wielce, że chcesz kontynuować to opowiadanie bo jest świetne, takie inne, bardzo wciągające i trafione. To właśnie, I'm Here With You i Believe. Uwielbiam, kocham, czczę.
Mike i jego głosik. Boże on był taki cudny <3
Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na wieści!
Alex :)
Hej!
OdpowiedzUsuńKocham to opo jak i Believe! <3 <3 :33333
To takie inne opowiadania, że jak tylko je dodasz (w sumie jak reszta też jest, to też się cieszę i czytam) to lece szyyyybko na kompa i czytam :333
Chyba już mówiłam, że strasznie uwielbiam Małego Michaela, ale to powtórzę <3 UWIELBIAM MAŁEGO MICHAELA JACKSONA I TO JEGO SŁODKIE AFRO I UŚMIECH <3 xDDDD (co za wyznanie Susie...XD)
Notka wspaniała! BOSKA!
Gitarka, mmm :3
Te dokuczanie xD Bueka.
Czekam na więcej i życzę duuuuużo weny!
Pozdrawiam,
Susie.
ps. Mam już dla Ciebie imię (nazwę) NIEIMIENNY! xd (może być? :p Jak cuś, to napisz mi na emailu to się jakoś dogadamy *chyba, że masz twarzowąksiążkę*)
Hejka! :*
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że dopiero teraz komentuje, ale notencje przeczytałam wczoraj wieczorkiem.
Notka bardzo, ale to bardzo mi się spodobała. Chłopaki moimi miszczami Majk z 'chochlą', a Jerm z deską. Hahah XD i te ich teksty. Ale nic nie pobije 'Pomidora'. Raz zaczęłam tak do mojej mamy, która wróciła z wywiadówki to sie wkurzyła na mnie ;D.
Uwielbiam to opowiadanie. Czekam ogólnie na drugą część kiedy pojawi się niu bohaterka. Co by tu jeszcze? XD ide do You Rock My World XD
Więc narazie <3