Był to rok '45 rok. Razem z moją najlepszą przyjaciółką postanowiłyśmy udać się na festiwal piosenki, który odbywał się akurat w naszym mieście. Byłam ubrana w piękną błękitną sukienkę i czarny sweterek. Włosy spięłam wstążką. Wyglądałam całkiem nieźle, ale czym mogę się upodabniać do przepięknej Megan. Jej długie blond włosy lśniące teraz w słońcu opadały na smukłe ramiona, delikatne rumieńce na twarzy i piękne błękitne oczy. Ubrana w czerwoną zieloną sukienkę wyglądała przepięknie. Jednak nigdy nie dała mi odczuć, różnicy między nami. Nigdy nie wygadywała rzeczy typu ' Popatrz, jaka jestem piękna. Nie to, co ty'. Za to ją uwielbiałam. Szanowałyśmy się nawzajem.
Udałyśmy się, więc na widowisko, na, które czekało całe miasto. Wszystko wyglądało cudownie. Kolorowe stoiska, śmiechy dzieci. Dla wszystkich to była magia, bowiem miasto jeszcze nigdy nie było takie kolorowe jak tego dnia. Szłam wzdłuż alejek, gdy nagle usłyszałam melodię graną na gitarze. Przystanęłam, żeby się jej przysłuchać. Po chwili dołączył też głos. Podniosłam głowę i wtedy zobaczyłam go na scenie. Ubrany w czarną koszule oraz ciemnogranatowe dżinsy. Widząc mnie zainteresowaną uśmiechnął się i puścił oczko. Oczywiście spaliłam buraka. Rozejrzałam się w koło. Nie byłam jedyną dziewczyną, która wzdychała na jego widok. Po występnie chciałam do niego podejść i zagadać, ale jakaś blondynka mnie wyprzedziła. Wycofałam się. Wróciłam do domu, i przepłakałam całą noc. Był prawdziwym ideałem, każdej dziewczyny.
Po dwóch latach znów pojawił się w moim życiu. Myślałam, że śnię, ale to była prawda. Siedziałam na stołówce, gdy nagle dosiadła się do mnie Megan.
- Słyszałaś najnowsza plotkę.
- Jaką?- Rzuciłam bez przekonania.
- Joe Jackson ma chodzić do naszej szkoły- popatrzyłam na nią zdezorientowana.
- Kto to.
- Dziewczyno, to prawdziwe ciacho... Idzie patrz- odwróciłam głowę i go zobaczyłam. Dosiadł się do jakiś chłopaków. Przełknęłam ślinę, po czym odwróciłam głowę. " Co on tu do licha robi?"- Pomyślałam.
Kilka godzin później siedziałam sama w sali z muzyki, przy pianinie, gdy usłyszałam jego głos. Patrzyłam na niego nie mogąc wykrztusić żadnego słowa. Myślałam, że śnię. On do mnie zagadał. To było dla mnie coś magicznego. Zaprosił mnie na bal. Skinęłam głową, na zgodę, po czym napisałam mu kartkę z adresem. W dniu balu ubrałam piękną fioletową suknię, a włosy spięłam w wysokiego koka. Gdy schodziłam po schodach widziałam jak podaje sobie rękę z moim tatą. Zaprzyjaźnili się, co mnie bardzo ucieszyło. Gdy byliśmy w samochodzie, nachylił sie i wyszeptał mi do ucha " Wyglądasz przepięknie Katie". Czułam jak robi mi się gorąco, jak serce przyśpiesza. Wysłałam mu nieśmiały uśmiech, po czym spuściłam głowę. Dotarliśmy na bal, na salę weszłam z nim pod rękę. Czułam się onieśmielona. Wszyscy się nam przyglądali. A mnie to strasznie krępowało. Puścili jakąś, wolną piosenkę. Przyciągnął mnie do siebie, patrząc głęboko w oczy. Kołysaliśmy się w rytm muzyki, a ja myślałam, ze serce wyskoczy mi za moment z piersi... I wtedy powoli opuścił głowę, po czym pocałował mnie. Gdyby nie jego silne ramiona skończyłabym wyłożona na podłodze.
Wzięliśmy ślub, kupiliśmy domek, a potem po roku na świat przyszła Rebbie. Pamiętam narodziny każdego z was. Problem dopiero narodził się po urodzeniu Michaela.
- Dlaczego dopiero po moim narodzeniu?- Spytałem zaskoczony. Mama roześmiała się. Zaciekawiła mnie historia jej i taty. Zawsze opowiada nam bajki na dobranoc, ale ta historia była dla mnie bardzo cenna.
- Wiesz nie wiedziałam jak dać ci na imię. Wezwałam nawet na pomoc Megan. Było wiele propozycji. Rob, Bob, Will, Tom, ale w końcu nazwałam Cię Michael.
- Dlaczego tak?- Zapytałem siadając po turecku.
- Wszystko chciałbyś wiedzieć, co? Nie jesteś za ciekawski?
- Od niektórych rzeczy nie da się uciec- oświadczyłem, na co chłopaki zaczęli się śmiać.- Mówię fakty. Mam to po tobie mamusiu.
- Bardzo śmieszne.
- Dla mnie tak -wyszczerzyłem swoje ząbki- Ta historia była cudowna.
- Cieszy mnie to.
- Mamo a jak to jest się zakochać?- Zapytał Marlon.
- To jest cudowne uczucie.
- Jak się spotka jakąś ślicznotkę to na pewno- mruknął mi na ucho Jermaine, na co wybuchłem śmiechem.
- Zgadzam się.
- O czym tak szeptacie.
- Że żeby się zakochać, dziewczyna musi być piękna.
- Jermaine nie tylko piękno zewnętrzne jest ważne- słysząc to spojrzałem na nią zdezorientowany słuchając uważnie- Ważne jest piękno wewnętrzne. To nigdy nie przeminie. Pamiętajcie.
- A jak dziewczyna będzie brzydka.
- Jermaine coś czuje, że sobie jutro pogadamy.
- Bo dziewczyna musi być przepiękna.
- Owszem piękno zewnętrze jest ważne. Ale wewnętrzne też. Wtedy to tworzy doskonałość- odparłem, mama uśmiechnęła się i skinęła głową- Jak kiedyś bym chciał się ożenić to chciałbym by dziewczyna była taka jak ja, ale, żeby była zadziorna i żeby była blondynką o brązowych oczach.- Rozmarzyłem się.
- Michael wymyśla sobie dziewczynę- odparł chichocząc Jackie. Zrobiłem groźną minę, po czym przywaliłem mu z poduszki- No, co?
- Ja myślę małpiszonie, wiesz, że nie robię tego często, więc daj mi pomyśleć.
- Co się stało?
- Dobrze chłopcy do łóżek- zarządziła mama.
- Ale mamo- powiedział niezadowolony Jermaine.
- Mamusiu- zrobiłem słodkie oczka. Wiedziałem jak one na nią działają.
- Opowiedz nam jeszcze jakąś historię.
- Historię? Piątka małych chłopców nie chciała iść spać, przez co następnego dnia nie zostali słodkiego i było im smutno koniec.
- No weź wysil się- mruknął Jermaine.
- Moment- wtrąciłem- 5 małych chłopców nie dostała słod.... DOBRANOC MAMO!- Krzyknąłem chowając się pod kołdrą.
- A temu, co?
- Wy nie rozumiecie? 5 Chłopców to my. Brak słodycz to, że możemy pomarzyć o tych słodkich babeczkach na jutro jak nie pójdziemy spać.
- Ej młody ma rację.. Dobranoc- krzyknął Jermaine.
- Dobranoc- dodała reszta. Mama każdemu dała całusa w czoło, po czym usiadła koło mnie.
- Śpij mój aniołku.
- Mamo?
- Tak Mike?
- Kocham was.. Ciebie i tatę.
- Wiem.
- I nigdy nie przestanę. Cokolwiek się stanie.
- To też wiem- zachichotała- Śpij- pogłaskała mnie po włosach, po czym wyszła z pokoju, gasząc światło.
10 minut później.
Chłopacy już smacznie spali. Ja nie umiałem. Usiadłem na parapecie patrząc w niebo. Miałem wiele pytań. Miedzy innymi jedno było takie, „ jakim cudem ojciec był romantykiem". Patrząc teraz na niego nie mogę sobie go wyobrazić, jako specjalnie romantycznego gościa. Ale tato miał fajnie w jednym. Mógł występować... Ja kocham i śpiewać i tańczyć. To jest dla mnie tak normalne jak oddychanie.
Ale widocznie nie jest mi to dane. Patrząc na rozgwieżdżone niebo, w pewnym momencie zobaczyłem spadającą gwiazdę.
Przymknąłem oczy, po czym pomyślałem:
Chce być najlepszym piosenkarzem i tancerzem na świecie. Chce by moja muzyka odmieniała życie ludzi...
Gdy ponownie otworzyłem oczy nie było już jej. Zabrał ze mną moje marzenie, które może kiedyś się spełni.
Nagle poczułem się jakoś dziwnie zmęczony, ziewnąłem, po czym zszedłem z parapetu, i wskoczyłem pod ciepłą kołdrę, by następnie udać się do krainy marzeń.
Kiedy się czegoś pragnie, wtedy cały wszechświat sprzysięga się, byśmy mogli spełnić nasze marzenie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz